W połowie sierpnia wyrusza wyprawę w Kirgiski Tien-szan, w Zachodni Kakszaał too - dziewiczy rejon położony na granicy Kirgistanu i Chin. Wyprawa została wpisana w oficjalny kalendarz PZA. Rozpocznie się 16 sierpnia 2009 i potrwa cztery tygodnie.

KD VIII Elite Highlebron 12 cork ebay - 308 - BQ6472 - Air Jordan 1 WMNS Mid Dark Teal Green | Latest Releases , IetpShops - Women's Nike Air Jordan 1 trainers - ken griffey nike swingman shoes sale 2017

{tab=Cel i termin}

{jgxtimg src:=[images/wyprawy/kirgizja2009/Kyzyl_Asker.jpg] width:=[180] align:=[right] vspace:=[8] hspace:=[8]}Wyprawa planuje działać w kirgiskiej części gór Tien-szan, w łańcuchu położonym na granicy z Chinami – między jeziorem Issyk Kul na północy, a pustynią Takla Makan na południu. Rejon ten zwany jest Zachodnim Kakszaał too i obejmuje wiele dziewiczych szczytów przekraczających 5000 m n.p.m. Przyczyną słabej eksploracji rejonu są trudności z dotarciem w góry wynikające z surowego klimatu oraz braku ludzkich osiedli - nieliczni mieszkańcy rejonu zostali wysiedleni w latach 50. zeszłego stulecia.

Dotychczas w regionie działało niewiele wypraw alpinistycznych, więc celem wyprawy jest poprowadzenie nowej drogi w zachodniej części łańcucha, w rejonie szczytu Kyzyl Asker (5842 m n.p.m.) oraz eksploracja dolin i lodowców masywu. Poprzez swoją działalność chcemy pozostawić polski akcent w tym ciekawym zakątku Azji.

Wyprawa wyruszy 16 sierpnia 2009 i potrwa blisko cztery tygodnie.

Sponsorzy











Patronat











{tab=Zespół}

{jgxtimg src:=[images/wyprawy/kirgizja2009/Michal_Kasprowicz.jpg] width:=[100] align:=[right] title:=[Michał Kasprowicz] vspace:=[3] hspace:=[3]}Michał Kasprowicz, Uniwersytecki Klub Alpinistyczny UKA

Absolwent wydziału Geografii Uniwersytetu Warszawskiego oraz podyplomowych studiów fotografii w Warszawskiej Szkole Fotografii. Z zamiłowania przyrodnik, fotograf i alpinista.

Autor wielu cennych letnich oraz zimowych Tatrzańskich przejść. Wspinał się w górach Norwegii, w Alpach i na Kaukazie. Brał udział w wyprawach w Andy, Pamir i Tien-szan, zdobył m.in. Pik Lenina (7134 m n.p.m.), Chan Tengri (7010 m n.p.m.), Dych Tau (5204 m n.p.m.) oraz Aconcaguę (6962 m n.p.m.). W 2002 roku otrzymał nagrodę UKA imienia Łukasza Wajsa za osiągnięcia wspinaczkowe w górach Kaukazu i Tien-szanie. Od 2007 roku instruktor wspinaczki sportowej AWF.

{jgxtimg src:=[images/wyprawy/kirgizja2009/Wojciech_Ryczer.jpg] width:=[100] align:=[right] title:=[Wojciech Ryczer] vspace:=[3] hspace:=[3]}Wojciech Ryczer, Klub Wysokogórski Warszawa, UKA

Rocznik 80, z profesji inżynier w branży telekomunikacyjnej. Podstawę jego egzystencji stanowią dwie pasje – wspinanie i fotografia. Wspina się wszechstronnie od 9 lat. Autor wielu wartościowych przejść w rejonach skalnych i górskich, latem oraz zimą. Odwiedził Tatry, Alpy, góry Kaukazu (Dych Tau 5204 m n.p.m), Tien-szan (Chan Tengri 7010 m n.p.m). Alpejskie osiągnięcia ostatnich lat to trudne drogi w masywie Mont Blanc: Droga Cassina na Grandes Jorasses (lipiec 2006) oraz droga "Ginat" na Les Droites (marzec 2009). Członek Teamu HiMountaina. Fotografuje od 8 lat: laureat konkursów, autor zdjęć do Kalendarza Wspinaczkowego 2009, autor foto-blogu rajczer.digart.pl

{jgxtimg src:=[images/wyprawy/kirgizja2009/Rafal_Zajac.jpg] width:=[100] align:=[right] title:=[Rafał Zając] vspace:=[3] hspace:=[3]}Rafał Zając, Wrocławski Klub Wysokogórski

Obecnie jeden z najaktywniejszych wspinaczy zimowych na Dolnym Śląsku. Otrzymał wyróżnienie Karkonoskiego Klubu Wysokogórskiego dla najaktywniejszego wspinacza w sezonie zimowym 2004/2005, nagrodę KW Wrocław im. Jurka Dudkowskiego za działalność wspinaczkową w roku 2007. Osiągnięcia sportowe: pierwsze polskie przejście diretissimy południowej ściany Caraz I (6025 m n.p.m) w Andach Peruwiańskich. Pierwsze polskie przejście drogi Colton-Brooks na północnej ścianie Les Droites w Masywie Mont Blanc, w marcu 2009.

Sponsorzy











Patronat











{tab=Relacje, galeria}

2009.08.16
Start! Wyprawa - zgodnie z planem - wyruszyła dziś do Kirgizji.

2009.08.17-20
Przylatujemy do Biszkeku i czekamy 2 dni na jeden z naszych plecaków zgubiony po drodze przez sławne linie lotnicze Aerofłot. Po odzyskaniu plecaka 2009.08.19 ruszamy na południe wynajętym UAZem 452 i następnego dnia docieramy w góry Zachodni Kokszał-Tau. Po krótkiej acz serdecznej (% :-) wizycie w obozie zaprzyjaźnionej wyprawy Kokot-Król-Sokołowski tego samego dnia dojeżdżamy w szeroko pojęte okolice lodowca Kotur (3800m) - dzięki bohaterskiej choć nieco nieświadomej postawie naszego kierowcy, Wiktora Aleksiejewicza.

{jgxtimg src:=[/images/aktualnosci/2009_IX/11660007_uaz.jpg] width:=[400]}

{jgxtimg src:=[/images/aktualnosci/2009_IX/11660031_kyzylbc.jpg] width:=[400]}

{jgxtimg src:=[/images/aktualnosci/2009_IX/11660002_koturbc.jpg] width:=[400]}

Baza pod lodowcem Kotur

2009.08.21-28
Najpierw wychodzimy na aklimatyzacyjny spacer nad lodowiec Kotur do wys. 4300m. Kolejnego dnia ruszamy z worami w kierunku lodowca Fersmana, gdzie wg naszych informacji dotychczas działały zaledwie 3 wyprawy. 2009.08.23 docieramy do rozwidlenia lodowców Sarychat i Fersmana, gdzie Michał postanowia skręcić kostkę, i to bardzo skutecznie. W miejscu tym zakładamy bazę pośrednią (3800m) i następne 4 dni spędzamy z Wojtkiem na przenoszeniu reszty sprzętu i jedzenia z bazy do bazy pośredniej. Przerąbane. W tym czasie Michał odbywa lekkie wycieczki i zostaje prawdopodobnie pierwszym łojantem, który postawił stopę (kontuzjowaną:) na lodowcu Sarychat.

{jgxtimg src:=[/images/aktualnosci/2009_IX/11660012_bc_fersarychat.jpg] width:=[400]}

Baza pośrednia

2009.08.28 – 09.01
Pierszego dnia podchodzimy (Wojtek i Rafał) wyżej na lodowiec Fersmana i po biwaku w płachtach na wysokości 4200m wbijamy się w diretissimę pn-zach ściany Piku Plaza (4912m). Niestety z powodu braku asekuracji robimy wycof i tego samego dnia schodzimy do bazy pośredniej, oczywiście w nienajlepszych humorach. Na szczęście następnego dnia Michał stwierdza, że da radę podejść w górę lodowca i rozbijamy namiot bazy wysuniętej na morenie bocznej lodowca Fersmana, ponownie na wys. 4200m. Kolejnego dnia przechodzimy (Wojtek i Rafał) pn-zachodnią ścianę Piku Plaza 4912m łatwiejszą od diretissimy linią (600m przewyższenia, śnieg/lód 60° z dwoma trudniejszymi wyciągami: skośny trawers 70° i lodospad 80°) i jako pierwsi ludzie stajemy na jego północnym wierzchołku (wierzchołek południowy został zdobyty przez wyprawę słoweńską w 2008r). Zjazdy linią drogi – w nasilającym się opadzie śniegu i pyłówkach.

{jgxtimg src:=[/images/aktualnosci/2009_IX/10100036_wojwaldplaza.jpg] width:=[400]}

{jgxtimg src:=[/images/aktualnosci/2009_IX/10100013_wojzjezdza2p.jpg] width:=[250]}

{jgxtimg src:=[/images/aktualnosci/2009_IX/10100038_namiot2.jpg] width:=[400]}

Baza wysunięta

2009.09.02 – 2009.09.03
Pobudka o trzeciej nad ranem 2009.09.02 wita nas padającym śniegiem i widocznością ograniczoną do 20m, wracamy więc do śpiworów. Jednak o szóstej rano pogoda się wylampia, więc w pośpiechu ruszamy pod ścianę. Wspinaczkę rozpoczynamy około 11.00 i w 2 dni udaje nam się dotrzeć do uprzednio niezdobytego wierzchołka  Piku Granitsa (5370m) oraz, co ważniejsze, bezpiecznie zjechać do podstawy ściany, tradycyjnie w dupówie i pyłówkach. Nową drogę nazywamy „Nordic Walking" (800m przewyższenia [droga jest dłuższa z powodu skomplikowanego przebiegu], AI5/5+, M4 z jedym miejscem M5) nawiązując do naszego głównego zajęcia na tej wyprawie, czyli do dymania z kijkami trekkingowymi i ciężkimi worami.

{jgxtimg src:=[/images/aktualnosci/2009_IX/10040023_granica.jpg] width:=[400]}

{jgxtimg src:=[/images/aktualnosci/2009_IX/10030020_waldpodgranica.jpg] width:=[400]}

{jgxtimg src:=[/images/aktualnosci/2009_IX/10030033_wojnagrani.jpg] width:=[400]}

2009.09.04 - 09.07
2009.09.04 wszyscy rozpoczynamy zejście z worami do bazy. Niewątpliwie najbardziej dla nas pamiętnym dniem jest 2009.09.05, w którym o ok. 10ej rano wyruszamy z bazy pośredniej, a do  namiotu pod lodowcem Kotur docieramy o 3:30 nad ranem dnia następnego, po nad wyraz forsownym trekkingu w niesprzyjającej aurze. 2009.09.07 przyjeżdża po nas umówiony UAZ wraz z załogą Król-Kokot-Sokołowski. Po wydobyciu samochodu z bagna i przeniesieniu do niego naszych bambetli przez kilka kilometrów razem wracamy do Narynia, gdzie objadamy się lepioszkami. W tej dyscyplinie bezkonkurencyjny okazuje się Sokół ;-). Następnego dnia docieramy do Biszkeku i to już.... koniec wyprawy.

Bardziej szczegółowe sprawozdanie na stronach PZA.

{jgxtimg src:=[/images/aktualnosci/2009_IX/11660011_powrot.jpg] width:=[400]}

Sponsorzy











Patronat











{/tabs}

Wyszukiwarka

Dołącz do nas!

cozyskujesz