Drukuj

IMG 20220604 WA0001

W miniony weekend nowy Zarząd Wrocławskiego Klubu Wysokogórskiego spotkał się na Hejszowinie, aby się wspólnie powspinać i porozmawiać, ale przede wszystkim oficjalnie się ukonstytuować. Wybrano Prezesa, dwie Wiceprezeski, a także Sekretarza i Skarbnika. W sprzyjających okolicznościach przyrody powstawał także kalendarz imprez WKW.

Air Jordan 1 Low "Paris" White/Sky Grey - nike magista x proximo street ic black pink color - 100 - Football Grey CV3043 | nike shox tlx 0018 for sale ebay cheap shoes

IMG 20220604 WA0071

Weekendowe zebranie na Hejszowinie w relacji Katarzyny Tomsi, nowej Wiceprezes WKW:

W piątek po pracy z Kubą ruszamy z Wrocławia o 16:00 z groszami do Pasterki. Kasię K. zatrzymują sprawy służbowe, Wojtka sprawy urlopowe - na miejscu czeka na nas Krzychu. Spotykamy się pod chatką Łódzkiego Klubu Wysokogórskiego o godzinie 19:30 i zaczynamy zgrupowanie Zarządu WKW. Krzychu od razu rzuca propozycję: „- To co, idziemy się wspinać?”, więc po 20 ruszamy na Szczeliniec Wielki, na pierwszy w moim i Kuby przypadku wspin w „piachach”.

Pierwszą drogę prowadzi Krzychu - „Komin” za IV, następnie idę ja, później Kuba. Nogi czują piach pod butami, mam odczucie, że dosyć siłowo idę i tak bardzo asekuracyjnie. Następnie Krzychu prowadzi kolejną drogę „Droga Czechów (PLAVACEK)” za VII b, Kuba idzie drugi, a ja trzecia. Droga jest płytowa, więc coś, co lubię i idzie mi się deczko lepiej. Po wspólnym zjeździe w okolicy godziny 21:30 Krzychu rzuca pomysł na kolejną drogę, tym razem „Komin z Blokami (BLOCKKAMIN)” za IV. Ja już nie miałam siły ciorać się w tym kominie, bo dawno tego nie robiłam, ale moje argumenty chłopców nie przekonały i w ramach kształtowania charakterów musiałam tę drogę pokonać w świetle swojej czołówki. Nie powiem, żeby było zbyt przyjemnie :D. Jak weszłam do kominka w połowie drogi to pełzanie na żabę słabo mi wychodziło, ale metr po metrze jakoś się „wygiełgałam” do końca - radość z ukończenia drogi, nawet na drugiego, a w zasadzie na trzeciego była niewyobrażalna… Choć i tak miałam wątpliwości, czy ja się potrafię w takiej formacji odnaleźć!

Po zjazdach w świetle czołówki nastąpił powrót do naszej bazy. Przy browarku zaczęły się wieczorne rozmowy o sprawach klubowych, które przeciągnęły się do późnych godzin nocnych, przerwane śpiewem i gitarą Krzycha. Zmęczeni, ale usatysfakcjonowani, poszliśmy w kimę.

Sobota – ooo! To było długi i owocny dzień, zarówno jeżeli chodzi o wspinanie, jak i sprawy klubowe. Rano po śniadanku dojeżdża do nas Kasia K., wypijamy kawkę, zagryzając ciastem z rabarbarem i idziemy na wspin, żeby zdążyć przez zapowiadaną na godzinę 15:00 ulewą. Podchodzimy pod skałę - Krzychu robi króciutkie szkolenie z osadzania węzełków, dzielimy się na dwa zespoły. Krzychu prowadzi drogę o nazwie „Rysa Seweryna” o wycenie VI piaskowcowe, Kasia K. idzie na drugiego. Następnie Kuba prowadzi „Zacięcie” wycena piaskowcowe IV – swoją pierwszą drogę w piachach, poszło mu szybko i sprawnie, ja idę na drugiego i sobie myślę, że jak na IV drogę to konkret i zastanawiam się czy będę potrafiła się tu odnaleźć.

Na te pięknie węzełki patrzę z dużą doza nieufności. Po zjeździe obu zespołów następuje zmiana na prowadzeniu: Kasia K. na pierwszą drogę w „piachach” wybiera „Prawy Kant Czechów” za VIIc, a ja prowadzę „Siedem Łez” też za VIIc. Drogę kończę w deszczu - na szczycie nie ma stanu, ale jest drzewo, ściągam Kubę, deszcz lekko ustaje - więc spokojnie zjeżdżamy z drogi, choć przez chwilę zastanawiałam się, czy to drzewo wytrzyma takie ciężary. Czuję ogromną radość i satysfakcję z poprowadzenia tej drogi. Rogal nie schodzi mi z twarzy do końca dnia, a wszystkie wcześniejsze wątpliwości znikają. Nadciągają granatowe chmury i zjeżdżamy do Pasterki. Zamawiamy w miejscowej klimatycznej knajpce obiad. Po pysznym posiłku wracamy do naszej bazy na obrady Zarządu.

Z Wojtkiem jesteśmy umówieni na godzinę 19:00 na telekonferencję, więc przez czas oczekiwania zaczynamy tworzyć wstępny kalendarz klubowych wydarzeń. O ustalonej porze dzwonimy do Wojtka i zaczynamy konstytuowanie Zarządu, zgodnie z naszym klubowym Statutem. Po rozmowach i dyskusjach przeprowadzonych w sympatycznej atmosferze, choć pytań i wątpliwości niektórych z nas było sporo, Zarząd się konstytuuje następująco:

Jednym słowem KKKKW!!! Klubowy Koleżeński Kapitalny Konkretny Wyjątkowy!!!

Po ukonstytuowaniu się Zarządu i serdecznych uściskach – w przypadku Wojtka zdalnych - omawiamy jeszcze kalendarz wydarzeń klubowych na najbliższe miesiące (który niebawem, po dopracowaniu, zostanie opublikowany) oraz pilne sprawy, którymi trzeba się zająć w pierwszej kolejności. Rozmowy trwają do późna przy chatkowym kominku, smakołykach i gitarze.

zarzad2

 Na niedzielę Krzychu zaplanował niespodziankę, a mianowicie wyjazd do Adrspachu z Mikołajem Winiarskim. Kasia K. niestety musiała wracać do Wrocławia, więc pojechaliśmy we trójkę. Z Mikołajem umówieni byliśmy na parkingu czeskiego campu, skąd mieliśmy skały pod nosem. Już dawno nie miałam do czynienia z człowiekiem, który z taką pasją i charyzmą opowiadał i oprowadzał nas po tym jakże trudnym i ciekawym rejonie. Mówił o poszczególnych turniach, kto kiedy daną turnię zdobył, różne ciekawostki z całego Adrspachu. Wiedza Mikołaja z tego rejonu była ogromna.

Następnie poszliśmy się wspinać. Weszliśmy na trzy turnie. Pierwsza z nich to Szczepańska Korona. Drogę na szczyt poprowadził Mikołaj, następnie szedł Krzychu, później ja i na końcu Kuba. Widok z góry niesamowity, a radość po takim czochraniu nie do opowiedzenia. Po skończeniu drogi i krótkiej posiadówie, zjeżdżamy na dół. Przemieszczamy się pod kolejną turnię o nazwie Żółw. Tam drogę prowadził Krzychu, później idzie Kuba, następnie ja, a ostatni Mikołaj. Zanim wchodzę w drogę, Mikołaj cierpliwie tłumaczy mi, jak mam klinować dłonie i stopy. Start zaczynał się przewieszonymi równoległymi rysami, z którymi miałam problem. Dopiero w trzecim podejściu przechodzę te rysy. Następnie wchodziło się w lewą rysę, która rozszerzała się i po kilku metrach robiła kominem prowadzącym do szczytu zwężając się stopniowo. O dziwo „giełganie” w kominie dość sprawnie mi poszło, aż byłam mocno zaskoczona. Po sprawnym zjeździe udaliśmy się pod trzecią turnię  Ostatnią zdobytą tego dnia turnią w Adrspachu był Vinnetou. Tu Krzychu poprowadził przepiękną drogę, następnie Kuba poszedł jako drugi, ja trzecia, a na końcu Mikołaj. Droga fantastyczna, zaczyna się rysą w lekkim połogu, która następnie się rozszerza i to tak konkretnie - bo w pewnym momencie z zapierania pleców i stóp, trzeba się rozeprzeć nogami o obie ściany. Później jest przejście z rozpieraczki, na plecy i stopy, żeby następnie zrobić półdynamiczny kroczek i znów zaczyna się „giełganie” w wąskim wilgotnym kominie. Autentycznie czułam, że się tam nie mieszczę, trudno mi było się przeciskać. Tym razem nazwałabym to czochraniem na dżdżownicę – po tym „giełganiu” odpoczywam minutkę na nasłonecznionej półce, końcówka to przyjemne wspinanie, po dobrych stopnia i chwytach. Krzychu zjeżdża, ja asekuruje Mikołaja, który wchodzi na szczyt turni i wpisuje nas do puszki szczytowej. Następnie ściąga mnie i razem zjeżdżamy z samego wierzchołka turni. Kuba z Krzychem czekają na nas opalając się na skale. 

IMG 20220605 WA0027

Trzy turnie w jeden dzień…  niezły wyczyn. Adrspach przepiękny! Czuję się zmęczona strasznie, ale i bardzo zadowolona. Żaba, pingwin, dżdżownica te wszystkie zwierzaki wspinaczkowe nie są mi już obce. Czułam się, jakbym pojechała do zupełnie innego świata. Jak to mówi Krzychu, ta kadencja ma kształtować charaktery i rozwijać umiejętności, nie tylko wspinaczkowe. Weekend sprawił, że lepiej się poznaliśmy, zintegrowaliśmy i czuję, że stworzyliśmy zgrany zespół, którego dobro Klubu i Klubowiczów jest najważniejsze. Następne wyjazdy Zarządu będą odbywać się już wspólnie z klubowiczami i to ich nie mogę się doczekać najbardziej!

Katarzyna Tomsia

IMG 20220606 WA0042