Drytool w Lutynii
W dniach 6–7 grudnia odbył się kolejny klubowy kurs drytoolingu dla początkujących, w którym uczestniczyłem razem z Ewą, Konradem, Dawidem, Mateuszem i Markiem.


W sobotę o 9:00 na parkingu w Lutyni przywitał nas Arek Tabisz, z którym ruszyliśmy w stronę Skalnego Wąwozu. Zaczęliśmy od krótkiego wstępu teoretycznego — omówiliśmy, czym właściwie jest drytooling i jak zadbać o bezpieczeństwo swoje oraz partnerów.



Następnie podzieliliśmy się sprzętem i przeszliśmy pod skały, gdzie rozgrzewka płynnie przeszła w pierwsze próby. Początek zrobiliśmy na Skale II, „wędkując” drogi od M3 do M5. Szybko „wyczyściliśmy” ścianę i przenieśliśmy się pod zdecydowanie popularniejszą Skałę VIII — wyższą i bogatszą w obite linie. Tam działaliśmy aż do zmroku.

Z ciekawostek: widzieliśmy, jakie ślady zostawia rak wbity w nogę… Na szczęście wspólnie pomogliśmy opatrzyć poszkodowanego (warto mieć apteczkę w plecaku!).
Ostatnie wstawki pierwszego dnia robiliśmy już po ciemku, w blasku czołówek.

Około 18:00 dotarliśmy na zasłużoną obiadokolację do Dworku Galosa w Stroniu Śląskim. Wieczorem Arek pokazał nam, jak prawidłowo dbać o szpej — przygotowaliśmy dziabki i raki na kolejny dzień. Przy okazji dowiedzieliśmy się także, czym jest tajemnicza „miseczka” i dlaczego właściwie robi różnicę przy ostrzeniu sprzętu. Był też czas na integrację, rozmowy, wymianę doświadczeń oraz snucie górskich opowieści i planów.



W niedzielę zaczęliśmy od porządnego śniadania w Dworku, by o 9:30 znów pojawić się w Wąwozie. Tym razem na cel obraliśmy Skały IV i V, a wyceny robionych dróg wahały się od M5- do M6+. Drugi dzień upłynął pod znakiem doskonalenia techniki, a dla części z nas był także dniem pierwszych przejść „z dołem”. Przekonaliśmy się, że dobrze naostrzone dziabki (koniecznie „na miseczkę”!) trzymają znacznie lepiej niż tępe, a monopoint w rakach daje wyraźnie większą precyzję niż dwa zęby.



Wspinanie znów skończyliśmy po zmroku — zmęczeni, ale pełni wrażeń i zdecydowanie lepiej przygotowani do samodzielnych działań w drytoolingu.
Dzięki Arek i Lidka za świetną organizację kursu.
Liga drytoolowa WKW — nadchodzimy!
Sebastian Tymczyszyn



