X Memoriał Bartka Olszańskiego

Dry – tooling czy jak to się ostatnio mówi „klasyka zimowa” nigdy nie była w centrum moich zainteresowań wspinaczkowych. Pomysł ubrania ciężkich butów górskich, raków i dwóch nieporęcznych i ciężkich czekanów wydawał mi się mało atrakcyjny, ale już zupełnie nie pociągała mnie myśl, aby w takim stroju próbować się wdrapać na coś trudniejszego niż Śnieżka. Cóż nie dziwi takie podejście do sprawy, jeśli ujawnię, że przez wiele lat moim głównym wyposażeniem zimowym były dwu warstwowe buty marki Zawrat, radzieckie raki paskowe i dziaba marki KM – czyli sławetny Kazio Morderca.

 

W tym roku udało mi się odświeżyć troszkę posiadany ekwipunek. Zakupiłem sztywne i lekkie buty jednowarstwowe, raki mono pointy i gięte czekany. Tak wyposażony postanowiłem zaatakować ściany kamieniołomu w Chwałkowie, większe i mniejsze skałki w okolicy Jeleniej Góry oraz Szklarskiej Poręby.

 

Spróbowałem i zdaje się ze złapałem bakcyla. Chyba każdy wspinacz próbujący dry toolingu będzie na początku sfrustrowany brakiem czucia skały, od której oddziela nas gruba skóra butów i stal raków i czekana. Z każdą mijającą godziną spędzoną na wspinaniu okazuje się jednak ze „czucie jest”. Przy pewnym doświadczeniu jesteśmy w stanie powiedzieć czy ostrze dziaby „siadło” czy tez ledwie trzyma się na jakimś mikro ząbku i będzie działać przy obciążeniu w tylko jedną stronę. Ząb raka staje się z czasem naturalnym przedłużeniem naszej stopy i czasami wręcz zaskakuje nas, na jakim mikro oblaczku potrafi się utrzymać.

Jeszcze jeden aspekt toolowania przemawia na jego korzyść. Możemy się wspinać w skałach bez względu na pogodę. W naszym pięknym kraju od połowy jesieni do końca zimy raczej ciężko planować wyjazdy w skały. Warunki dogodne do wspinania klasycznego panują bardzo rzadko a mokra i śnieżna zima uniemożliwia czasem nawet działalność bulderingową.

Uzbrojeni jednak w dziaby i ciepłe butki z rakami możemy wspinać się bez problemu po skale mokrej, zalodzonej, zaglonionej, zawalonej śniegiem, błotem, żwirem, żużlem, igliwiem czy czym tylko przyroda nas uraczy. Jeśli ktoś naprawdę przedkłada możliwość wspinaczki w skałach nad działalność ściankowo panelową to Dry tool może być wspaniałą możliwością na rozszerzenie sezonu wspinaczkowego na dokładnie cały rok.

X Memoriał Bartka Olszańskiego 2
fot. Grzegorz Mikowski

W piątkowy wieczór 25 lutego razem z Dawidem Sysakiem zajechaliśmy na zawalony ciężkim śniegiem parking przy kompleksie hotelowym w Kezmarskim Zlebie. Szybki przepak, rozmowa z panią recepcjonistką (pozwoliła nam zostawić samochód na bezpiecznym parkingu koło hotelu, lepsza opcja niż pół dzikie parkingi pod lasem) i wyruszamy do schroniska nad Zielonym Stawem. Pogoda nam sprzyja, czyli zapewnia atrakcje w postaci deszczu ze śniegiem a następnie mocnej zadymki śnieżnej z wiatrem dochodzącym do 100km/h. Całe szczęście jesteśmy zdeterminowani, aby dotrzeć do schronu przed zamknięciem bufetu, więc nie zważając na drobne niedogodności, trzy godzinne podejście pokonujemy w dobrym tempie.

W bufecie czeka nas słowacki Kozel za 2 euro oraz ekipa organizatorów dziesiątego memoriału Bartka Olszańskiego. Wpisujemy się na listę startową, odbieramy sporą torbę z upominkami, dopijamy piwko i udajemy się na spoczynek do „kurnika”.

Następny dzień wita nas pogodą raczej barową, silny wiatr, zadymka śnieżna i niskie temperatury nie zachęcają do wyjścia na wspin. Jednak zawody to zawody, trzeba napierać. Organizator główny imprezy czyli Grzesiek Mikowski pokazał dość szerokim gestem ręki na krajobraz za oknem (tzn za kompletną biel i zadymkę) i stwierdził „drogi są eeee.. gdzieś tam, i nie schodzić z śladu założonego przez skuter, bo was lawina porwie”.

Podejście pod arene zmagań okazało się krótkie i dobre na rozgrzewkę. Zawody przygotowano na ładnej litej ścianie u podstawy Jastrębiej Turni. Drogi przygotował Jan Muskat oraz Jacek Jania, Tadek Grzegorzewski i Robert Grzanka. Zostały wytyczone 4 drogi o długości 20 do 30 metrów.

Jako pierwszą zaatakowałem drogę nr 3. Ciekawe i techniczne zacięcie z łatwym startem. Walczę chwile w zacięciu i odpadam po pokonaniu połowy drogi. Po mnie idzie Dawid, który płynnie i bez wysiłku pokonuje trudności zacięcia. Dochodzi do stanowiska i zaczyna się szarpać o ostaną wpinkę. Po chwili słychać jego głos „nie mogę otworzyć karabinka, zamarzł na dobre”. Mimo tej niedogodności droga zostaje Dawidowi zaliczona i zostaje nagrodzony gromkimi brawami za pokonanie, jako pierwszy, tej linii.

Na drugi strzał idzie droga nr 4. Przez chwilę obserwujemy wspinaczy przed nami. Tutaj taktyka jest jasna – droga wygląda na łatwą i krótką, więc należy przejść ją jak najszybciej. Zaczynam się wspinać i.. dostaje mini lawinką śnieżną w twarz, chwile stoję plując śniegiem i .. dostaję następną lawiną. Drogę kończę z oczami zalepionymi śniegiem i z szerokim uśmiechem na twarzy – podoba mi się to całe zimowe „draj ciulowanie”.

Dawid przebiega sprawnie drogę i idziemy na drogę nr 2. To najtrudniejsza linia tych zawodów. Obserwujemy wspinaczy przed nami. Męcząca rysa na początku, bardzo techniczna płyta po środku drogi i przewieszony filarek na koniec. Ok. ruszam do boju i oczywiście spadam na samym początku lekceważąc startową ryskę.

Następnie rusza Dawid. Ładnie przeskakuje przez zdradliwą i siłową ryskę, wchodzi na płytkę. Prawa dziaba podhaczona na podchwyt, zamiana rąk i dalekie sięgnięcie do kiepskiej ryski. Asekurując go chce krzyknąć „Stary to nie tak, idź bardziej w prawo” Jednak jakimś cudem Dawid przechodzi trudne miejsce w zupełnie odmienny od innych sposób. Słyszę jak dookoła milkną rozmowy, wszyscy obserwują poczynania naszego reprezentanta. Dziaby podhaczone pod niewielki okapik i wyjście na bardzo siłowy i wywieszony filarek. Dawid cały czas nie pokazuje żadnych oznak zmęczenia, idzie powoli i płynnie, wpinka na końcu filarka koło wiszącej kosówki. Jestem przekonany ze to już koniec drogi i niemal daję mocny blok. Jednak głowy wszystkich uczestników cały czas zadarte są do góry. Droga okazuje się znacznie dłuższa, niż przypuszczałem. Trącę Dawida z oczu i tylko powolny ruch liny do góry mówi mi ze nasz czempion ciągle walczy. Nagle słyszę jęk zawodu publiczności i błyskawicznie blokuję przyrząd. Dawid zjeżdża w dół przy akompaniamencie braw i wiwatów. Nikt nie doszedł wyżej na tej drodze, a jak okaże się pod koniec dnia nikt już nie wyrówna Dawidowego wyniku.

Jako ostatnia pod nóż idzie droga nr 1. Jest najdłuższa i raczej najłatwiejsza ze wszystkich propozycji na zawodach. Ja z powodu bolesnej kontuzji odpuszczam już sobie wspinanie i pozostaje mi rola asekuranta i obserwatora.

Jedynka to trudny bulderowy start i długaśna połoga płyta przetykana trawkami. Dawid startuje i powoli, ale pewnie idzie do góry. Kończy drogę w niecałe 9 minut i zostaje faworytem do zajęcia pierwszego miejsca.

W międzyczasie od dołu przyjeżdża dwu-gąsiennicowy skuter Horskiej Slużby z dostawą kiełbasek herbaty i czekolady. Wsuwam, więc kiełbasę z czekoladą i zapijam herbatką, jednocześnie obserwując dalsze zmagania na drogach. Atmosfera zawodów jest bardzo towarzyska, sędziowie łaskawi i przymykający oko na drobne potknięcia, a wszyscy zagrzewają się wzajemnie do walki podpowiadając sobie najlepsze możliwe patenty.

X Memoriał Bartka Olszańskiego 3
fot. Grzegorz Mikowski

Tak przy okazji – wielki szacunek dla sędziów. 10 godzin na mrozie, formularz startowy zasypany śniegiem, zamarzające długopisy, lawinki zasłaniające zawodników walczących na ścianie – to się nazywa sędziowanie w warunkach … hmmm , powiedzmy w trudnych warunkach.

Koło południa chmury rozstępują się i naszym oczom ukazuje się majestatyczny szczyt Małego Kiezmarskiego z jego wspaniałą północną ścianą.
Wieczorem wymęczenie i zadowoleni schodzimy do schroniska. Jest darmowy browarek oraz poczęstunek dla zawodników.

Drugi dzień to starty kilku spóźnialskich, sporo okazji do rozmów z innymi zawodnikami, zawierania znajomości i wymiany informacji.
 
O godzinie 15 następuje oficjalne ogłoszenie wyników i rozdanie nagród. Wygrywa Dawid, co jest tym większym sukcesem, iż jest on debiutantem na tej imprezie.

Na koniec wielkie słowa uznania dla organizatorów. Wspaniała impreza we wspaniałym miejscu i przy bardzo dobrej organizacji. Mnóstwo nagród, bogate zestawy upominków dla zawodników, świetnie przygotowane drogi i przyjazna i luźna atmosfera– wszystko to wymaga na pewno dużo pracy, czasu i doświadczenia.

Oczywiście również podziękowania dla naszego KW za wsparcie wyjazdu na tą najważniejszą w kraju imprezę tego typu.

 

Michał Wiśniewski